Dziś noc była cieplejsza, jest progres😎 Mogliśmy też skorzystać z bogatej infrastruktury pola, jest tu wszystko co potrzebne biwakującym, prawdziwy luksus! Co ciekawe łazienki są koedukacyjne😱 Basia zwróciła uwagę, że jeden Szwed zignorował kolejkę, postanowiliśmy nauczyć się po szwedzku „Pan tu nie stał”. Po śniadaniu i porannym bieganiu umówiliśmy się na wycieczkę rowerową. Za cel obrałyśmy klify Omberg, wychodzi 26km w jedną stronę, sporo, wiadomo że cel musi być ambitny😉
Pierwszą przerwę zrobiliśmy w pobliskim Vadstena Uroczej miejscowości z zamkiem i fosą.


Wrażenie też zrobił na nas główny deptak Storgatan





Dalej pojechaliśmy ścieżką rowerową (trasą wokół jeziora Wetter 315km😱) w stronę klifów. Niestety wersja 26km prowadziła ruchliwą drogą z samochodami, a rowerowa sporo nadrabiała, zmieniliśmy cel na dziką plażę, zaczęły się górki.




Ostatni odcinek był najtrudniejszy, drogi były pozamykane, opisane jako prywatne. Na szczęście znaleźliśmy objazd i trafiliśmy na dziką plażę. Ktoś zostawił nawet canoe!


Godzina laba i zarządziliśmy powrót, po drodze odwiedziliśmy pizzerię (150kr za pizzę) chwilę później byliśmy z powrotem na kempingu. Chłopacy mieli jeszcze siłę aby wypożyczyć gokarta i ujeżdżać po kempingu! Kolejna wycieczka musi być dłuższa😉
Dzień kończymy przy hitsterze, pierwszą rundę wygraliśmy razem z Ulą o włos przed Basią z Maksem.
