W środę zaplanowaliśmy podróż z Essaouiry przez Safi, Casablancę, Rabat, Mekes do Efezu w myśl zasady, żeby nie wracać tą samą trasą😉
Plan był ambitny, ponad 800km marokańskimi środkami transportu. Początek nie budził entuzjazmu:


Maciej jako stary harcerz zorganizował kubeczki, wiadomo że to sprzęt przydatny w podróży. Nie wiemy w jakim języku to zrobił, podejrzewamy ze zaczyna łapać po arabsku😉
Pierwsza cześć podróży autobusem przebiegła przez malownicza część, niestety efektem ubocznym były problemy lokomocyjne. Na szczęście po dwóch godzinach mogliśmy zmienić środek transportu na mój ulubiony pociąg, dworzec kolejowy w Safi zaprezentował się o kilka klas wyżej:

Zrobiliśmy zakupy na następne 669km😉 Wśród nich znalazł się serek:

Trasa biegła przez pustynne tereny, zaciekawiły nas chatki zbudowane z polnych kamieni za to z fotowoltaiką👍 niestety przeraża ilość śmieci, to zdecydowanie psuje obraz Maroka…


Tutaj należy pochwalić marokańskie koleje, nowoczesny pociąg przyspieszył do 160km/h. Mijaliśmy nowoczesne dworce, w Casablance, Rabacie, Meknes. Antoś ogrywał nas w double😂 Serwis dostarczał kawę, kończyliśmy zapasy z mikro bananami włącznie

kształt i rozmiar?
Podróż szybko zleciała, dotarliśmy do Fes, gdzie ukazał nam się kolejny ładny dworzec:

No i tu Natasza skomentowała: Tu jest jak w Mosinie tylko ładniej😂

Okazuje się, że o godz. 0.30 można dostać ciepłe sandwiche w mobilnym straganie – miasto żyje, Ok. 1.00 trafiliśmy do hotelu, który zaskoczył nas czystością👍 Kładziemy się spać, wspólnie potwierdzając, że podróż minęła nam bardzo przyjemnie👍