Retour à la maison

Nadszedł dzień powrotu, z jednej stron żal opuszczać rajską wyspę, z drugiej strony tęsknimy za domami. Samolot odlatywał o 23.30 postanowiliśmy jeszcze pozwiedzać. Wybraliśmy się do stolicy Saint-Denis.

Zaczęliśmy od pomnika Rolanda Garrosa, który z tenisem nie miał nic wspólnego. Był najsłynniejszym reuniończykiem, pilotem w czasach pierwszej wojny światowej. Lotnictwo przekazało tereny pod budowę kortów z zastrzeżeniem żeby nadać nazwę po asie lotnictwa, stąd nazwa paryskiego turnieju.

W mieście zachowało się sporo kolonialnych willi:

Widać tez mieszankę kultur:

chińska pagoda

Hinduska świątynia:

Przyłapałem buddyjską część społeczności jak próbuje innych smaków:)

My również postawiliśmy na klasyk, zamówiliśmy pizzę na wynos, zjedliśmy w uroczym Jardin L’Etat

Czasu nie mieliśmy za dużo, o 18.00 oddawaliśmy klucze, a do tego czasy przejazdów wydłużyły się. Miejscowi w weekendy masowo podróżują po wyspie, tworzą się korki na głównej trasie wokół wyspy. Być może wszyscy spieszyli się też na mecz Francja-Urugwaj.

Z kolei na mecz nie spieszył się kierowca ostatniego autobusu na lotnisko. Tradycją jest, że podczas powrotu mamy przygody z dojazdem na lotnisko. Po 30minutach czekania zdecydowaliśmy się na wybór innej lini i poszukać alternatywnego połączenia. Kierowca z innej lini, zasugerował, że powinnismy zaczekać, bezpośredni autobus miał za chwilkę przyjechać, potwierdził że mijali się na poprzednim dworcu. Zaufałem kierowcy i w to co zrozumiałem po francusku:) zawróciłem ekipę. Czekaliśmy kolejne kilkanaście minut, dzieci zaklinały autobus niczym deszcz, dziewczyny zaczęły wątpić w moja znajomość francuskiego ;(

Przyjechał! Spóźniony blisko godzinę, w czasie drogi musiał jeszcze zawrócić po pasażera, którego ominął. Kobieta zdołała dodzwonić się do centrali z której kierowca dostał informację o zgubie:)

Na miejsce dotarliśmy z blisko 1,5h opóźnieniem, dobrze, ze mieliśmy zapas…

Dobrze też, że Francja wygrała:)

Jesteśmy aktualnie w Paryżu, czekamy na lot do Berlina. Furorę robi tu wózek Antosia, który sam wybierałem, Ula za nim nie przepada. Wyszło na moje, w końcu w Paryżu to się muszą znać:)

Do zobaczenia w kraju!

Zbyszko

Dodaj komentarz