Kolejny dzień z all inclusive zacząłem porannym bieganiem. Grecy nie należą do aktywnych osób; rowerzystów czy biegaczy szukać ze świecą. Tym bardziej zdziwiony byłem, spotykając na plaży panią wybiegającą z morza w niekompletnym stroju. Może to była Afrodyta?
Afrodytę trzeba było przeprosić, czekało przecież wczesne śniadanie, wyjazd zaplanowaliśmy na 9:30. Trzeba jeszcze pogonić ekipę!
Zdążyliśmy, autobusem pojechaliśmy do Lixouri, żeby promem przepłynąć do Argostoli – stolicy wyspy, zamieszkałej przez 9700 mieszkańców.
Okazuje się, że pisanie bloga to wyczerpująca praca, trzeba wykorzystywać każdą chwilę na sen, nawet 20minutową przeprawę promem:
Dotarliśmy, Hania poczuła krew, widzicie ten błysk w oku związany ze zbliżającymi się zakupami?

Podążając od baru do baru, dotarliśmy do portu. Tam dały znać o sobie żółwie, pewnie ze względu na bliskość targu i sklepu rybnego:





Jedna z ofert reklamowała octopus vulgaris, może mam inną wrażliwość, nic wulgarnego w tej ośmiornicy nie zobaczyłem😉 Nomen omen zwyczajna ośmiornica.
Wyznaczyłem ambitny cel – punkt widokowy, szybko jednak wybili mi z głowy, miałem na szczęście cel pośredni – monument za 2km pieszo. Cel zrealizowany, choć w niepełnym skladzie😢




Plan mieliśmy napięty, trzeba było zdążyć na prom i autobus powrotny. Udało się

Dotarliśmy do hotelu zaliczając lokalna tawernę o bliskiej nam nazwie Antonello😀